
16 maja 1901 roku w kościele parafialnym w Sobikowie pojawił się Franciszek Królak, rolnik ze wsi Sierzchów i w obecności Jana Królaka i Józefa Bonikowskiego okazał dziecię płci żeńskiej i oznajmił, że dzień wcześniej, 15 maja 1901 roku powiła je jego małżonka Ludwika, z domu Grzybowska. Na chrzcie świętym dziecięciu nadano imię Franciszka, a jej rodzicami chrzestnymi zostali Jan Królak i Franciszek Królak.
Franciszka, podobnie jak większość jej rodzeństwa, przeniosła się do Warszawy. W wieku 26 lat pracowała jako służąca i mieszkała na Belwederskiej 24.
24 stycznia 1926 roku wyszła za mąż, za wdowca, Stanisława Gałeckiego pracującego w owym czasie jako robotnik. Stanisław, rok wcześniej stracił swą pierwszą żonę Kazimierę z domu Matusiak, z którą miał córkę Mariannę Helenę. Na ślubie Stanisława i Franciszki świadkami byli Józef Gałecki – dorożkarz i Paweł Chmurenko – cieśla. Małżeństwo zawarto w parafii świętego Bonifacego o godzinie 17-tej. Jeszcze przed wojną małżeństwu Gałeckich urodziło się troje dzieci: Józef, Zofia i Waldemar.
Przyszła wojna i nie oszczędzała rodziny. Franciszka była jej pierwszą ofiarą. Podobnie jak wiele kobiet w czasie wojny, musiała utrzymać rodzinę, dbać o to, żeby dzieci nie umarły z głodu. Dla mieszkańców Warszawy było to jeszcze trudniejsze – tu o żywność było trudniej niż na wsi. Wiele kobiet ruszało na handel poza Warszawę, chcąc zakupić, wymienić, dostępne dobra na żywność. Tak postąpiła Franciszka. Była to jej pierwsza podróż i zarazem ostatnia. Na trasie kolejowej z Warszawy, w miejscowości Ostrów Mazowiecka, zatrzymało ją gestapo. 2 grudnia 1942 roku Franciszka znalazła się na Pawiaku w Warszawie. Z Pawiaka wywieziono ją prawdopodobnie 25 marca 1943 roku do obozu koncentracyjnego w Majdanku. Stamtąd 19 lipca 1943 roku transferowano ją do obozu kobiecego Ravensbrück, gdzie otrzymała numer obozowy 21253. Przebywała tam ponad rok.
29 października 1944 roku Niemcy wywieźli ją do obozu Genthin będącego filią obozu Sachsenhausen. Znajdowało się tam około 1000 więźniarek. Być może pojechała tym samym transportem co Halina Bella, która tak wspomina ten obóz: „Była to podziemna fabryka amunicji (dawniej Metallwarenfabrik). Spotkałam dużo znajomych Polek z Ravensbruck, witały mnie z radością, znały mnie z czasów, gdy prowadziłam je do pracy w Holzkommando, Sandkommando, Gartenbau (…). W Genthinie pełniłam funkcję blokowej polskiego bloku przez kilka miesięcy. Od chwili przyjazdu dozorczyń Borchardt i Braunsteiner sytuacja moja uległa pogorszeniu. Odebrały mi funkcję i pracowałam w fabryce przy dużej prasie, wytłaczającej spłonki w gilzach nabojów karabinowych. Praca przez 12 godzin dziennie i nocnie na zmianę, od 6-18 i od 18-6 godz. Polek było tu około 300-350, prócz tego Rosjanki (przeważnie Ukrainki, źle do nas nastawione), Jugosłowianki i Francuzki. Warunki mieszkaniowe i higieniczne lepsze niż w Ravensbruck. Klimat łagodniejszy, wkoło lasy, zielono, zimy łagodne – na gwiazdkę kwitły róże w klombach lasu przyfabrycznego. Tylko głód, szalony głód. W Ravensbruck zawsze była okazja coś „zorganizować” podczas pracy na zewnątrz obozu, a tu gilzami nie można było się najeść. (…) 5 maja 1945 roku armia radziecka wyzwoliła nasz obóz, wszystkie dozorczynie uciekły już 3 maja.”
Franciszka doczekała wyzwolenia i przeżyła wojnę. Wróciła do męża i dzieci. Zmarła 31 stycznia 1978 roku w Warszawie i jest pochowana na cmentarzu Bródnowskim.




Dodaj komentarz